Informacja prasowa
W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym wielu właścicieli gastronomii zaczyna szukać nowych rozwiązań – bardziej rozpoznawalnych i opartych na sprawdzonych, działających modelach. Zamiast inwestować od zera, przedsiębiorcy decydują się na przekształcenie swojego lokalu w część większego, rozpoznawalnego konceptu. Decyzja nie zawsze jest prosta, ale może przynieść wiele korzyści.
“Coraz częściej rozmawiamy z osobami, które prowadzą własne restauracje i czują, że coś przestało grać. Albo z lokalem, albo z marką, albo po prostu z kierunkiem, w którym wszystko idzie. I właśnie dla nich mamy konkretną opcję – można przekształcić swój biznes gastronomiczny w Da Grasso. Co ważne, w wielu przypadkach pokrywamy nawet połowę kosztów otwarcia, a w tym przypadku – konwersji restauracji. Dajemy realne wsparcie, dostęp do sprawdzonych rozwiązań, a przede wszystkim markę, którą ludzie znają. I to nie jest tylko teoria – mamy już Franczyzobiorców, którzy z tego skorzystali” – mówi Mateusz Przygoński, Menedżer ds. Ekspansji w Da Grasso. “Pan Robert z Otwocka jest świetnym przykładem takiej zmiany, którą właśnie wspólnie przeprowadziliśmy”.

MP: Na wstępie krótka piłka – dlaczego właśnie Da Grasso?
Robert: Zdecydowałem się na Da Grasso, bo to marka, którą ludzie znają i do której mają zaufanie. Jest widoczna na rynku, ma szeroką ofertę, dobre opinie i – co dla mnie ważne – inni Franczyzobiorcy, z którymi rozmawiałem, mają z nią pozytywne doświadczenia.
MP: Z punktu widzenia osoby doświadczonej w biznesie gastronomicznym, które czynniki przeważyły
o dołączeniu do Da Grasso?
R: Dla mnie kluczowy był konkretny asortyment i jego jakość, ale też sposób, w jaki ze mną rozmawiano od pierwszego kontaktu. Responsywna Centrala to plus, ale muszę przyznać, że to Koordynator Regionalny zrobił różnicę – bez lania wody, tylko rzeczowo. Po wcześniejszych doświadczeniach, takie podejście jest od razu zauważalne i robi różnicę.
MP: Jakie były Pana główne obawy w związku z franczyzą Da Grasso i czy udało się je rozwiać?
R: Trochę mnie gryzł temat Call Center – wiadomo, że jak ktoś już wcześniej działał w gastronomii, to nie chce, żeby mu ktoś niepotrzebnie stawał pomiędzy nim a Klientem. Miałem też lokal, który nie do końca był stworzony pod aż tak szeroką ofertę. Mało miejsca, trzeba było kombinować, ale z dostarczonym, optymalnym projektem udało się to ogarnąć, krok po kroku.
MP: Jakie czynniki w prowadzonym biznesie gastronomicznym mogą być wg. Pana sygnałem do zastanowienia się nad przejściem do Da Grasso?
R: Jeśli ktoś czuje, że jego obecna oferta nie domaga, że brakuje kontaktu z centralą albo nie ma realnego wsparcia – to warto się zastanowić. W moim przypadku zmiana wyszła na plus, bo w Da Grasso ten kontakt
i pomoc naprawdę są. Nie tylko przed otwarciem, ale też później, jak już zaczyna się codzienna robota.
MP: Jakie są Pana oczekiwania wobec współpracy z Da Grasso?
R: Chciałbym, żeby biznes szedł do przodu i snuję już plany, że za rok uda się otworzyć drugi lokal. Ale nie chodzi tylko o rozwój – ważne jest też to, żeby relacje z Franczyzodawcą były partnerskie. Bez ściemy, bez kręcenia – tylko normalna, ludzka współpraca.
